Co zrobić gdy włosy po deszczu zaczynają się puszyć?

Photo of author

By Anna Pasecka

Gdy włosy po deszczu zaczynają się puszyć, zwykle brakuje im dociążenia i ochrony przed wilgocią. Najlepiej sięgnąć po wygładzające kosmetyki, ograniczyć tarcie i zadbać o odpowiednie suszenie, bo to właśnie te proste kroki najszybciej poprawiają wygląd fryzury.

Dlaczego włosy po deszczu zaczynają się puszyć?

Bo wilgoć szybko wchodzi w strukturę włosa i zaburza jego gładkość. Gdy na zewnątrz jest deszczowo, powietrze często ma wilgotność powyżej 80%, a wtedy łuski włosa (jego zewnętrzna warstwa) łatwiej się rozchylają. Pasma chłoną wodę z otoczenia nierówno, więc jedne układają się spokojnie, a inne zaczynają odstawać i tworzyć puch.

Najmocniej widać to przy włosach suchych, rozjaśnianych albo naturalnie falowanych. Takie pasma mają zwykle więcej mikrouszkodzeń i szybciej reagują na zmianę pogody, nawet po 5–10 minutach spaceru w mżawce. Efekt bywa znajomy: wychodzi się z domu z gładką fryzurą, a po chwili nad głową pojawia się miękka halo z krótkich, niesfornych włosków.

Znaczenie ma też porowatość, czyli to, jak mocno włos jest „otwarty” na wodę i składniki z zewnątrz. Włosy wysokoporowate chłoną wilgoć jak gąbka, ale równie szybko tracą kształt, dlatego po deszczu skręt się rozciąga albo fryzura zaczyna żyć własnym rytmem. Nawet zdrowe włosy mogą się puszyć, jeśli wcześniej zostały przesuszone gorącym nawiewem, tarciem ręcznika czy stylizacją w temperaturze 180–230°C, bo wtedy ich powierzchnia staje się mniej odporna na wilgotne powietrze.

Jak szybko wygładzić spuszone włosy po wyjściu z deszczu?

Najszybciej pomaga ograniczenie tarcia i domknięcie włosa od razu po wejściu do środka. Zamiast energicznie przecierać kosmyki ręcznikiem, lepiej przez 20–30 sekund delikatnie odcisnąć wodę miękką bawełnianą koszulką albo papierowym ręcznikiem, a potem wygładzić powierzchnię dłonią z kroplą lekkiego serum. To zwykle wystarcza, by włosy przestały „rosnąć” na boki i odzyskały bardziej uporządkowany kształt.

Gdy fryzura napuszy się już przy twarzy i na końcach, pomaga prosty plan na 2 minuty: przedziałek poprawić palcami, na dłonie rozetrzeć naprawdę małą ilość produktu wygładzającego i przesunąć je po wierzchu włosów od połowy długości w dół. Jeśli pasma są falowane albo kręcone, lepiej ich nie czesać na sucho, bo wtedy puszenie często robi się jeszcze większe. Znacznie lepszy efekt daje delikatne ugniatanie pojedynczych sekcji i chwilowe dociśnięcie ich do głowy, jakby chciało się uspokoić materiał, który złapał wilgoć.

W awaryjnej sytuacji liczy się nie tylko to, co nałoży się na włosy, ale też jak szybko zareaguje się po deszczu. Poniżej łatwo porównać, co zwykle działa najlepiej w zależności od tego, w jakim stanie są pasma.

Sytuacja po deszczuCo pomaga najszybciejPo jakim czasie widać efekt
Lekko napuszone włosy na wierzchu1 kropla serum roztarta w dłoniach i wygładzenie powierzchni30–60 sekund
Mokre końce i odstające pojedyncze pasmaOdciśnięcie wilgoci miękkim materiałem i dociśnięcie dłoniąokoło 1 minuty
Fale lub loki, które straciły kształtZwilenie dłoni wodą, odrobina kremu stylizującego i lekkie ugniatanie1–3 minuty
Bardzo spuszone włosy przy twarzyCiepły nawiew z suszarki przez szczotkę lub dłonie z odległości 20 cm2–4 minuty

Jeśli pod ręką jest suszarka, krótki nawiew letnim powietrzem często robi większą różnicę niż dokładanie kolejnych kosmetyków. Chodzi o 2–3 minuty, nie pełną stylizację: włosy łatwiej wtedy wygładzić, a produkt nie zdąży ich obciążyć. Przy cienkich pasmach szczególnie dobrze sprawdza się zasada „mniej znaczy więcej”, bo nadmiar serum albo kremu szybko zamienia świeżość w oklapnięcie.

Pomaga też zostawić włosy w spokoju na kilka minut po poprawkach. Im częściej dotyka się ich dłonią, poprawia za uchem i przeczesuje palcami, tym szybciej wraca puszenie. To trochę jak z tkaniną, która po zamoczeniu potrzebuje chwili, żeby znów gładko się ułożyć.

Jakie kosmetyki najlepiej ograniczają puszenie włosów?

Najlepiej działają kosmetyki, które jednocześnie dociążają włos i odcinają go od wilgoci. W praktyce najczęściej sprawdzają się wygładzające odżywki, serum z silikonami i lekkie kremy bez spłukiwania, bo to właśnie one pomagają domknąć łuski włosa i ograniczyć efekt „napuchnięcia” po kontakcie z deszczem.

Przy wyborze nie trzeba iść w najcięższe formuły, bo łatwo wtedy o przyklap. Cienkim i delikatnym włosom zwykle służą mgiełki lub lekkie sera nakładane od połowy długości w ilości 1–2 pompek, a grubsze, suche albo rozjaśniane częściej lepiej reagują na krem wygładzający lub bogatszą maskę stosowaną 1–2 razy w tygodniu. Dobrym znakiem w składzie są humektanty w równowadze z emolientami, czyli substancjami nawilżającymi i natłuszczającymi, bo same humektanty przy dużej wilgoci potrafią jeszcze mocniej podbić puszenie.

Najprościej myśleć o kosmetykach antypuszących w trzech rolach:

  • odżywka lub maska wygładzająca, która zmiękcza włosy i zmniejsza szorstkość,
  • serum silikonowe na końce i długości, które tworzy cienką osłonę przed wilgotnym powietrzem,
  • krem lub lotion bez spłukiwania, który porządkuje pasma i pomaga utrzymać gładkość przez kilka godzin.

Jeśli po wyjściu z domu włosy zaczynają żyć własnym życiem już po 10–15 minutach, zwykle to sygnał, że pielęgnacja jest zbyt lekka albo źle zbalansowana. Lepiej sprawdza się mała ilość dobrze dobranego produktu niż kilka przypadkowych kosmetyków nakładanych jeden po drugim.

Jak suszyć i układać włosy, żeby nie puszyły się po wilgoci?

Najmniej puszenia daje spokojne suszenie i proste układanie, bez przegrzewania pasm. Zamiast mocno trzeć włosy ręcznikiem, lepiej odcisnąć wodę przez 30–60 sekund w bawełnianą koszulkę albo gładki ręcznik z mikrofibry, bo wtedy łuski włosa (jego zewnętrzna warstwa) mniej się unoszą.

Suszarka pomaga, ale głównie wtedy, gdy powietrze prowadzi się z góry na dół, zgodnie z kierunkiem wzrostu włosa. Dobrze sprawdza się średnia temperatura i odstęp około 15–20 cm, a pod koniec 1–2 minuty chłodniejszego nawiewu, który domyka fryzurę i odbiera jej ten „napompowany” efekt po wilgoci.

Przy układaniu zwykle lepiej działa mniej dotykania niż więcej poprawek. Jeśli włosy mają naturalny skręt lub falę, pomaga ugniatanie ich dłońmi z odrobiną kremu stylizującego, a potem suszenie z dyfuzorem na niskiej mocy. Z kolei przy prostszych pasmach dobrze wypada szczotka lub szeroki grzebień, ale dopiero wtedy, gdy włosy są podsuszone przynajmniej w 70–80%, bo mokre łatwo tracą gładkość i zaczynają się rozchodzić.

Duże znaczenie ma też moment zakończenia suszenia. Pozostawienie nawet lekko wilgotnych długości brzmi niewinnie, ale po wyjściu na zewnątrz potrafi skończyć się aureolą drobnych włosków wokół twarzy. Lepiej dosuszyć włosy do końca, a na finiszu wygładzić je dłońmi z kroplą serum lub lekkiego olejku, szczególnie na końcach i wierzchniej warstwie.

Jak zabezpieczyć włosy przed deszczem i wilgotnym powietrzem?

Najlepiej działa ochrona nałożona jeszcze przed wyjściem z domu. Cienka warstwa serum lub kremu bez spłukiwania tworzy na włosach lekki film, który ogranicza wnikanie wilgoci i sprawia, że pasma mniej reagują na nagłą zmianę pogody.

Duże znaczenie ma też to, w jakim stanie włosy wychodzą na zewnątrz. Jeśli są choć trochę niedosuszone, wilgotne powietrze szybko „łapie” je na nowo i fryzura traci kształt nawet po 10–15 minutach spaceru. Pomaga domknięcie łuski włosa, czyli wygładzenie jego zewnętrznej warstwy, na przykład chłodniejszym nawiewem pod koniec suszenia albo odrobiną produktu wygładzającego na długości.

Przed deszczem dobrze sprawdzają się fryzury, które trzymają włosy blisko siebie i ograniczają tarcie o kurtkę czy szalik. Luźny kucyk, niski kok albo warkocz zwykle radzą sobie lepiej niż rozpuszczone pasma, bo mniej powierzchni ma kontakt z wilgocią. To drobiazg, ale przy kapryśnej pogodzie robi różnicę.

Jeśli powietrze jest ciężkie i mokre od rana, pomaga rozsądne dawkowanie kosmetyków. Zbyt dużo humektantów, czyli składników wiążących wodę, może przy wysokiej wilgotności dać odwrotny efekt i podbić puszenie. W takie dni lepiej wypadają formuły z emolientami, które tworzą bardziej ochronną otoczkę, a kilka kropel serum na końce często wystarcza bardziej niż gruba warstwa stylizatora.

Czasem najskuteczniejsze są najprostsze osłony. Kaptur z gładką podszewką, parasol i unikanie zakładania mokrego szalika pod włosy pomagają bardziej, niż się wydaje, bo ograniczają kontakt pasm z wodą i parą. Gdy zapowiada się kilka godzin deszczu, lepiej potraktować ochronę włosów jak kurtkę przeciwdeszczową: ma nie obciążać, tylko zabezpieczać tam, gdzie pogoda zwykle wygrywa.

Dodaj komentarz