Ile pieniędzy potrzebujecie by móc zostać tatą i mamą?

Photo of author

By Anna Pasecka

Nie potrzebujecie worka pieniędzy, żeby zostać rodzicami, ale nie da się ukryć, że dziecko to stały, dodatkowy koszt każdego miesiąca. Najważniejsze są stabilne dochody, poduszka finansowa na nagłe wydatki i realistyczne spojrzenie na budżet. Warto policzyć, ile naprawdę kosztuje życie z maluchem, zanim powiększycie rodzinę.

Od czego zacząć liczenie kosztów, gdy myślicie o zostaniu mamą i tatą?

Najprościej zacząć od sprawdzenia, jak wygląda wasz obecny budżet: ile realnie wpływa co miesiąc na konto i ile z tego „ucieka” na stałe wydatki. Bez tego łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że dziecko to jeden wielki dodatkowy koszt, podczas gdy część pieniędzy można przesunąć z innych kategorii. Dobrze jest zobaczyć czarno na białym, czy po opłaceniu mieszkania, rachunków i jedzenia zostaje 500 zł, 1500 zł, czy może jeszcze więcej. Taka liczba dużo mówi o tym, jaką macie dzisiaj przestrzeń finansową na dziecko, nawet zanim zacznie się szczegółowe liczenie.

Przydatnym pierwszym krokiem jest prześledzenie wydatków z ostatnich 3 miesięcy. Można to zrobić na wyciągu z banku lub w prostej tabeli, dzieląc wydatki na kilka pól: mieszkanie, jedzenie, transport, zdrowie, rozrywka i „inne”. Zwykle po kilku minutach widać, gdzie ginie najwięcej pieniędzy i które koszty są sztywne, a które elastyczne. Jeśli na przykład na jedzenie „na mieście” schodzi 600–800 zł miesięcznie, a na ubrania 300 zł, to łatwiej sobie wyobrazić, że część tych kwot mogłaby zasilić przyszły „budżet dziecka”, bez dramatycznych cięć w innych obszarach.

Kolejny element to rozdzielenie kosztów jednorazowych od miesięcznych. Jednorazowe to wszystko, co kupuje się raz na jakiś czas: wózek, fotelik samochodowy, łóżeczko, kilka gadżetów do domu. Miesięczne to z kolei pieluchy, leki i suplementy dla mamy, kosmetyki, czasem mleko modyfikowane, dojazdy do lekarza. Nawet przy bardzo oszczędnym podejściu jednorazowe zakupy potrafią sięgnąć kilku tysięcy złotych, natomiast miesięczne koszty dziecka w pierwszym okresie często mieszczą się w przedziale 300–800 zł, zależnie od stylu życia i wyborów. Dobrze więc już na starcie widzieć, co trzeba sfinansować „na raz”, a co będzie powtarzalne.

Pomaga także spojrzenie na dochody z perspektywy najbliższego roku, a nie tylko jednego miesiąca. Wiele osób przed ciążą może liczyć np. na premie roczne, „trzynastkę” czy zwrot podatku w okolicach 1000–3000 zł. Takie większe wpływy da się zaplanować jako wsparcie na większe wydatki związane z dzieckiem, zamiast przeznaczać je spontanicznie na wakacje czy elektronikę. Dzięki temu realny „budżet na zostanie rodzicami” przestaje być abstrakcją i zaczyna być konkretną kwotą, którą widać w kalendarzu i na koncie.

Jak oszacować wydatki na ciążę, poród i pierwsze miesiące życia dziecka?

Oszacowanie kosztów ciąży, porodu i pierwszych miesięcy z dzieckiem sprowadza się zwykle do trzech bloków: opieka medyczna, poród oraz codzienne wydatki w pierwszym półroczu życia malucha. Dobrze przygotowany, choć prosty plan pozwala zobaczyć, czy mówimy o kilku czy kilkunastu tysiącach złotych, zamiast zgadywać i stresować się „na zapas”.

Przy samej ciąży wiele zależy od tego, czy korzysta się głównie z NFZ, czy z prywatnej opieki. Typowy scenariusz to wizyty kontrolne co 4 tygodnie na początku, a potem co 2 tygodnie i częściej pod koniec, co w prywatnym gabinecie oznacza zwykle od 8 do 12 wizyt. Jeśli jedna wizyta kosztuje 200–300 zł, łatwo zauważyć, że w skali całej ciąży może uzbierać się 2000–3500 zł, do tego badania krwi, USG i dodatkowe konsultacje. W systemie publicznym większość z nich jest bezpłatna, ale niektórzy i tak odkładają kilkaset złotych na prywatne badania „w razie czego”, na przykład gdy trzeba szybciej dostać się do specjalisty.

Sam poród bywa najtrudniejszy do wyceny, bo rozpiętość jest ogromna. Poród w szpitalu w ramach NFZ zazwyczaj nie generuje bezpośrednich kosztów, poza ewentualnymi wydatkami na dodatkową opiekę (na przykład doula) czy opłatę za jednoosobową salę. Z kolei poród w prywatnym szpitalu może kosztować od około 6000 do nawet 15 000 zł, w zależności od miasta i pakietu usług. Do tego dochodzą mniejsze, ale realne wydatki: torba do porodu (kosmetyki, ubrania, podkłady, bielizna jednorazowa), które sumują się często do 300–600 zł, zwłaszcza gdy kupuje się wszystko „od zera”.

Trzeci blok to pierwsze miesiące życia dziecka, czyli czas, kiedy większość rzeczy już jest kupiona, ale pojawiają się nowe, regularne wydatki. Pomaga spisanie podstawowych kategorii:

  • koszty zdrowotne dziecka (wizyty kontrolne, ewentualne prywatne konsultacje, leki) – zwykle od kilkudziesięciu do około 200 zł miesięcznie, jeśli pojawiają się drobne infekcje,
  • pieluchy i kosmetyki – przy noworodku to często 150–300 zł miesięcznie, zależnie od marki i tego, czy używa się pieluch wielorazowych,
  • żywienie – przy karmieniu piersią może chodzić głównie o laktator, wkładki, czasem konsultację doradcy laktacyjnego (jedna wizyta to około 150–300 zł), przy mleku modyfikowanym dochodzi koszt mieszanek, zwykle 150–300 zł miesięcznie,
  • transport i logistyka – dojazdy do lekarza, dodatkowe przejazdy taksówką, gdy nie ma siły prowadzić, często kolejne 50–150 zł w miesiącu,
  • nieplanowane zakupy „awaryjne” – smoczki, butelki, ubranka w innym rozmiarze, które łatwo mogą dołożyć kolejne 100–200 zł miesięcznie w pierwszym okresie.

Taka prosta lista pozwala z grubsza policzyć, czy pierwsze miesiące po porodzie będą oznaczać dodatkowo 400 czy raczej 800–1000 zł miesięcznie, i czy w budżecie jest na to przestrzeń. Gdy koszty ciąży, porodu i pierwszych miesięcy zostaną zebrane w jednym miejscu, łatwiej podjąć decyzję, co sfinansować z bieżących dochodów, a na co zawczasu odłożyć osobną „kopertę”.

Ile pieniędzy potrzebujecie na wyprawkę i przygotowanie domu na przyjście dziecka?

Na wyprawkę i przygotowanie domu potrzeba zwykle od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, ale rozrzut jest duży, bo sporo zależy od stylu życia, tego co kupuje się nowe, a co z drugiej ręki, oraz czy planuje się jedno dziecko, czy już w głowie jest wizja rodzeństwa. Dobrze pomaga myślenie nie w kategorii „kupujemy wszystko”, tylko „co musi być gotowe na pierwszy dzień w domu, a co można dokupić w ciągu pierwszych miesięcy”. Sporo rzeczy kusi w sklepach, ale w praktyce lista absolutnych podstaw jest krótsza, niż podpowiadają reklamy.

KategoriaPrzykładowe elementyPrzybliżony zakres kosztów
Sen i bezpieczeństwołóżeczko lub dostawka, materac, pościel, monitor oddechu (opcjonalnie)800–2 000 zł
Transportfotelik samochodowy 0–13 kg, wózek 2w1 lub gondola + spacerówka1 200–4 000 zł
Karmienie i przewijaniebutelki, laktator (jeśli potrzebny), podgrzewacz, przewijak, zapas pieluch na start600–1 800 zł
Ubranka i tekstyliabody, pajace, skarpetki, kocyki, śpiworek do spania400–1 000 zł
Dom i organizacjalampka nocna, kosze na pranie i zabawki, organizer na kosmetyki i leki200–600 zł
Rzeczy „do kupienia później”leżaczek, mata edukacyjna, krzesełko do karmienia, zabawkiopcjonalnie 400–1 500 zł

Tabela pokazuje raczej widełki niż gotowy rachunek, ale już na pierwszy rzut oka widać, które kategorie „zjadają” najwięcej: transport i sen. To właśnie tam opłaca się najpierw sprawdzić sprzęt używany, pożyczyć od znajomych albo rozłożyć zakupy w czasie, na przykład wózek kupić w drugim trymestrze, a część dodatków dopiero po narodzinach, gdy łatwiej ocenić, czego naprawdę brakuje. Wyprawka nie musi powstać w jeden weekend – spokojne kompletowanie przez 4–6 miesięcy pomaga rozłożyć wydatki i mniej odczuć je w budżecie.

Z jakimi stałymi miesięcznymi kosztami dziecka musicie się liczyć?

Stałe miesięczne koszty dziecka najczęściej zaczynają się od kilkuset złotych i przy dość oszczędnym podejściu mieszczą się w przedziale 500–800 zł, ale przy wygodniejszych wyborach rosną łatwo do 1000–1500 zł. Różnica wynika głównie z tego, czy używa się pieluch jednorazowych czy wielorazowych, jakie wybiera się mleko modyfikowane, kosmetyki, a także czy korzysta się z płatnej opieki nad dzieckiem. Dobrze jest mieć w głowie choć prosty „koszyk miesięczny” i sprawdzić, jak realnie wpasuje się on w domowy budżet.

W pierwszym roku życia największą część wydatków zajmują zwykle pieluchy i środki higieniczne, mleko modyfikowane lub dodatkowe jedzenie dla malucha, a także leki i wizyty lekarskie, których nie obejmuje NFZ. Z czasem dochodzą abonamenty na żłobek lub klubik dziecięcy oraz zajęcia dodatkowe, jeśli rodzice się na nie decydują. Poniższa tabela pokazuje przykładowe widełki kosztów, które często pojawiają się w polskich rodzinach przy jednym małym dziecku.

Kategoria wydatkuPrzykładowy miesięczny kosztNa co zwrócić uwagę
Pieluchy i higiena (chusteczki, kremy)150–300 złDuże paczki i promocje obniżają koszt; pieluchy wielorazowe zmniejszają wydatek w dłuższym czasie.
Jedzenie dziecka (mleko modyfikowane, dodatki do karmienia piersią, słoiczki)100–400 złMleko modyfikowane to częsty wydatek 80–200 zł miesięcznie; domowe gotowanie zwykle tańsze niż gotowe słoiczki.
Leki, suplementy, wizyty prywatne50–200 złW spokojnych miesiącach koszt bywa minimalny, ale w sezonie infekcji łatwo rośnie o 100–150 zł.
Opieka nad dzieckiem (żłobek, niania, klubik)400–1800 złŻłobek publiczny może kosztować kilkaset złotych, prywatny lub niania to zwykle ponad 1000 zł.
Ubrania, małe zabawki, drobne akcesoria50–200 złDziecko szybko rośnie; zakupy z drugiej ręki i wymiany między znajomymi znacząco obniżają koszt.
Media i mieszkanie „przez dziecko” (większe pranie, więcej wody, prądu)30–100 złCzęstsze pranie, podgrzewanie wody, dodatkowe oświetlenie pokoju dziecka lekko podnoszą rachunki.

Taka tabela nie zastąpi własnego budżetu, ale pomaga zobaczyć, które koszty są w miarę stałe, a gdzie pojawia się największe pole manewru. W praktyce część rodzin zamyka się w dolnych widełkach, łącząc promocje, rzeczy z drugiej ręki i korzystanie z publicznych form opieki, a inne świadomie wybierają wygodę lub prywatne usługi i płacą więcej. Kluczowe staje się więc nie tyle znalezienie „idealnej” kwoty, ile świadome zdecydowanie, na jakim poziomie wydatków czujecie się bezpiecznie i co w razie potrzeby można byłoby bez wielkiego bólu ograniczyć.

Czy jedna pensja wystarczy, gdy jedno z was zostanie w domu z dzieckiem?

Jedna pensja czasem wystarcza, ale tylko wtedy, gdy budżet jest dobrze policzony, a oczekiwania dość realistyczne. Kluczowe staje się już nie tylko to, ile zarabia jedna osoba, ale też jakie macie stałe koszty, czy są długi do spłaty i jak długo jedno z was planuje zostać w domu. W niektórych rodzinach jedna pensja na poziomie około średniej krajowej spokojnie pokrywa wydatki, w innych nawet dwie pensje minimalne nie dają pełnego komfortu. Różnica wynika najczęściej nie z samych liczb, ale z tego, jak wygląda codzienne życie i jakie są priorytety.

Przy jednej pensji budżet robi się bardziej „sztywny”. Mniej jest marginesu na niespodziewane wydatki, takie jak dodatkowe badanie za 200–300 zł, leki czy nagła naprawa pralki. Kiedyś ekstra rachunek można było przykryć nadgodzinami lub premią drugiej osoby, teraz każde 100 zł ma większe znaczenie. Do tego dochodzi świadomość, że przez kilka miesięcy lub nawet rok jedno z was wypada z rynku pracy, co utrudnia szybkie odrobienie strat, jeśli pojawi się większy wydatek, na przykład nowy sprzęt do mieszkania.

Duże znaczenie ma też to, na jakim poziomie życia czujecie się „bezpiecznie”. Dla jednej pary rezygnacja z dwóch wyjazdów w roku, jedzenia na mieście i zmiana auta na tańsze będzie po prostu rozsądną korektą stylu życia. Dla innej takie cięcia mogą rodzić napięcia i poczucie, że wszystko kręci się tylko wokół liczenia pieniędzy. Dlatego przy planowaniu życia z jedną pensją przydaje się szczera rozmowa o tym, z czego realnie jesteście gotowi zrezygnować, a czego nie.

W praktyce rodziny, które dają radę na jednej pensji, często mają kilka wspólnych elementów. Po pierwsze, dość przewidywalne koszty mieszkania: stabilny czynsz lub rata oraz brak wysokich, krótkoterminowych długów do spłaty. Po drugie, choć niewielką, to jednak istniejącą poduszkę finansową na minimum 3–6 miesięcy podstawowych wydatków, która osłania w razie choroby czy utraty pracy. Po trzecie, prosty system kontroli wydatków: choćby arkusz w Excelu albo aplikacja, gdzie co miesiąc widać, czy pieniądze „uciekają” na zakupy impulsowe, czy raczej na rzeczy naprawdę potrzebne.

Jeśli w symulacji budżetu na jednej pensji co miesiąc zostaje choć 5–10 procent dochodu na nieprzewidziane sprawy, sytuacja jest zazwyczaj do opanowania. Jeśli jednak już na starcie brakuje kilkuset złotych, pojawia się ryzyko życia „na karcie” i spirali zadłużenia. Wtedy pojawia się pytanie nie tyle „czy w ogóle da się żyć z jednej pensji?”, ale „co musi się zmienić, żeby jedna pensja była dla nas bezpieczna?”. I właśnie to pytanie często staje się początkiem mądrego planowania roli mamy i taty, a nie tylko suchym liczeniem złotówek.

Jak zbudować poduszkę finansową przed zostaniem rodzicami?

Poduszka finansowa przed zostaniem rodzicami działa jak spokojny oddech: nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale daje poczucie, że w razie niespodzianki domowy budżet nie rozsypie się jak domek z kart. Najczęściej mówi się o kwocie pokrywającej od 3 do 6 miesięcy waszych stałych wydatków, ale przy planowaniu dziecka sensowniej bywa myślenie o 6–12 miesiącach. Chodzi nie tylko o rachunki i jedzenie, lecz także o momenty przejściowe: krótszą pensję na początku urlopu, opóźniony zasiłek czy konieczność dodatkowej wizyty u lekarza.

Budowanie takiej poduszki dobrze zaczyna się od policzenia realnych liczb: ile średnio wydajecie miesięcznie na życie, bez „ekstrasów”, a ile na przyjemności i rzeczy, bez których da się chwilowo funkcjonować. Często dopiero zestawienie czarno na białym pokazuje, że już dziś da się odłożyć dodatkowe 200–500 zł miesięcznie, choć wcześniej wydawało się to nierealne. Wiele par dzieli wtedy cele na dwa koszyki: pierwszy to poduszka na podstawowe bezpieczeństwo, drugi to „fundusz dziecka” na rzeczy dodatkowe, na przykład kurs szkoły rodzenia albo bardziej komfortowy wózek.

Pomocne bywa rozpisanie konkretnych kroków, które mogą przyspieszyć budowę poduszki finansowej:

  • Ustalenie stałej kwoty oszczędzania, na przykład 5–10% wspólnego dochodu, która automatycznie trafia na osobne konto oszczędnościowe zaraz po wypłacie.
  • Określenie realnego celu kwotowego i terminu, na przykład „odkładamy 1000 zł miesięcznie przez 12 miesięcy, żeby mieć 12 000 zł poduszki, zanim dziecko się urodzi”.
  • Przejściowe ograniczenie 2–3 wybranych kategorii wydatków, na przykład jedzenia na wynos, spontanicznych zakupów online i subskrypcji, które w sumie potrafią pochłaniać 300–600 zł co miesiąc.
  • Przeanalizowanie stałych umów, takich jak abonament telefoniczny, internet czy ubezpieczenia, i poszukanie tańszych opcji, co często obniża rachunki o 50–150 zł miesięcznie na każdej z nich.
  • Zaplanowanie „dodatkowych zastrzyków” gotówki, na przykład części zwrotu podatku, premii w pracy czy prezentów pieniężnych, które z góry są odkładane w całości do poduszki.

Taka lista pomaga zobaczyć, że poduszka finansowa to nie jednorazowy zryw, ale seria małych decyzji, które sumują się w konkretną kwotę. Im wcześniej się zacznie, tym mniejszy nacisk czuje się każdego miesiąca i tym mniej wyrzeczeń jest potrzebnych. Z czasem sama świadomość, że na koncie leży kilka dodatkowych tysięcy, sprawia, że na myśl o zostaniu mamą i tatą pojawia się mniej lęku, a więcej spokoju i przestrzeni na radość z nadchodzącej zmiany.

Co zrobić, jeśli wasz budżet domowy nie „domyka się”, a chcecie mieć dziecko?

Jeśli budżet domowy się nie „domyka”, a w głowie i sercu jest coraz silniejsza myśl o dziecku, nie musi to oznaczać automatycznego „stop”. Taka sytuacja raczej sygnalizuje, że przyda się okres przygotowań: przejrzenie wydatków, drobne zmiany w stylu życia i zbudowanie choć małej poduszki bezpieczeństwa. Czasem już 300–500 zł różnicy miesięcznie potrafi całkowicie zmienić poczucie stabilności.

Dobrym pierwszym krokiem staje się uczciwe spojrzenie na liczby. Przez 2–3 miesiące można spisywać wszystkie wydatki, choćby w prostej aplikacji lub arkuszu. Chodzi o sprawdzenie, gdzie faktycznie uciekają pieniądze, a nie o szukanie winnych. W wielu domach powtarza się podobny schemat: kilka „małych” kwot po 20–30 zł tygodniowo na jedzenie na mieście, ekspresowe zakupy czy aplikacje, które w skali miesiąca dają nawet 300–400 zł. Dla przyszłych rodziców taka kwota to już część pieluch, mleka modyfikowanego czy rachunków za leki.

Pomaga też spokojne przejrzenie, co da się zmienić z mniejszym bólem niż się wydaje. W praktyce często chodzi nie o radykalne cięcia, ale o kilka świadomych decyzji, powtarzanych z miesiąca na miesiąc. Dla porządku można spojrzeć na kilka typowych obszarów:

  • Abonamenty i subskrypcje: pakiety TV, platformy streamingowe, płatne aplikacje. Nierzadko łącznie wychodzi 150–200 zł miesięcznie, z czego połowa jest rzadko używana.
  • Jedzenie na mieście i „małe zakupy” po pracy: kawa na wynos, przekąski, szybki obiad. Ograniczenie o 2–3 takie wyjścia tygodniowo zwiększa budżet o kolejne 150–250 zł miesięcznie.
  • Samochód: dodatkowe przejazdy, krótkie trasy, których nie trzeba robić autem. Zmiana części przejazdów na komunikację lub rower obniża koszty paliwa i parkowania o 100–200 zł.
  • Telekomunikacja: zbyt rozbudowane pakiety internetu w telefonie lub w domu. Przejście na tańszy plan przy zachowaniu podobnych parametrów to często 30–70 zł oszczędności na jednej umowie.
  • Przyzwyczajenia zakupowe: kupowanie „na zapas” bez planu, częste korzystanie z dostawy ekspresowej. Wprowadzenie listy zakupów i stałego dnia większych zakupów obniża wydatki na żywność nawet o 10–15% w skali miesiąca.

Takie cięcia nie są celem samym w sobie, raczej sposobem na przesunięcie pieniędzy tam, gdzie będą ważniejsze, czyli do domowego budżetu z myślą o dziecku. Ulgę przynosi już moment, w którym z „brakuje nam 200 zł” robi się „odkładamy 200 zł miesięcznie”. Po kilku miesiącach to może być pierwszy tysiąc na nieprzewidziane wydatki albo część planowanej wyprawki.

Jeśli po przejściu przez wydatki nadal pojawia się napięcie, da się też rozważyć stronę przychodów. Czasem możliwe jest lekkie podniesienie dochodów: kilka dodatkowych zleceń w miesiącu, praca weekendowa przez określony czas, rozmowa z pracodawcą o premii lub podwyżce w perspektywie najbliższych 6–12 miesięcy. Nawet dodatkowe 300–400 zł przez rok daje 3600–4800 zł, co realnie wzmacnia poczucie bezpieczeństwa. Dziecko nie wymaga idealnego budżetu, ale rodzice, którzy wiedzą, że mają choć podstawowy plan finansowy, zwykle wchodzą w nową rolę z większym spokojem.